Uwielbiam pływać w twarzach: Ira Chausova

Kontynuujemy rozmowę o uczniach szkoły sportowej I Love Running Family. Anya Antonova spotyka się z pływakami, fotografuje ich i rozmawia z nimi o życiu i sporcie. Irina Chausova, narciarka i pływaczka, podróżniczka i kucharka, a także senior business development manager w Pepsico, jest kolejną bohaterką projektu Faces of I Love Swimming. W I Love Swimming, przygotowywała się do ucieczki z Château d'If. Teraz przygotowania do sezonu narciarskiego w I Love Skiing.

Zaczęłam pływać niecały rok temu. Pierwszy kilometr przepłynąłem pod koniec listopada ubiegłego roku.
Potem, w przypływie masowej histerii, zapisałem się na pływanie w Marsylii razem z innymi. W tamtym czasie myślałem, że Marsylia to bardzo dobry pomysł, przynajmniej dlatego, że woda w Zatoce Marsylskiej była czystsza niż woda w Bosforze. Wybrałem dystans 5 kilometrów bez płetw. Jeśli się go weźmie, to jest to klasyczny i najciekawszy wyścig. I tak to się potoczyło.

Nikt z moich bliskich, z którymi dzieliłem się tym pomysłem, nie poparł go.
Wszyscy myśleli, że będę pływać, a za dwa miesiące odpuszczę i przerzucę się na inne przedsięwzięcie. Podzieliłem się też tym pomysłem z kolegami i przyjaciółmi. Nie było już odwrotu: wszyscy zaczęli mnie regularnie pytać, kiedy pływam, czy się przygotowuję, jak się przygotowuję, ile pływam każdego dnia. Utworzyła się grupa wsparcia, która potem pojechała ze mną do Francji. Zrozumiałam, że to poważna sprawa i że muszę się jeszcze przygotować.

Podczas pływania, w tym długich sesji treningowych, w okolicach 400. metra przychodzi mi ta sama myśl: "Co ja tu robię? Dlaczego to robię? Czy chcę płynąć dalej?". Wtedy, dzięki Bogu, odpuściłem. Nauczyłem się przez doświadczenie, że zawsze tak jest, najważniejsze to nie panikować. Więc ukończenie biegu na pięciu kilometrach jest do zrobienia. Ale apetyt przychodzi wraz z jedzeniem. Na początku myślałem, że muszę tylko przepłynąć wyścig, potem zacząłem myśleć, że jeśli będę płynął około 22 minut na kilometr, to będę potrzebował dwóch godzin na pokonanie 5 km. Potem zacząłem myśleć, że skoro mam płynąć około 22 minut i kilometr, to muszę to zrobić w dwie godziny. Nie chcę tylko pływać, chcę pływać dobrze.

Jestem trochę hazardzistą, łatwo wpadam w upał, chcę płynąć szybciej. Kiedy doszedłem do Władimira Jewgieniewicza, wszyscy w grupie byli znacznie szybsi ode mnie. To mnie doskonale stymulowało, za co bardzo dziękuję moim kolegom studentom. Nie chciałem pozostać w tyle. I chciałem zobaczyć, jak ludzie pływają tak szybko, czy potrafiłbym pływać tak samo.

Pierwszy kilometr przepłynąłem w czasie 23:20. Ostatnie próbne pływanie na basenie 50m w maju wyniosło 19:26. Podczas treningów na basenie 25-metrowym przepłynąłem kilometr w 19 minut. Mentalny kamień milowy 20 minut dla siebie przepłynąłem. To wszystko. Nie mam celu, żeby iść dalej po jakiekolwiek rekordy, mam świadomość, że mogę to zrobić. I to mi wystarczy. Swój pierwszy start na wodach otwartych zaliczyłem w Bronnicach na 3 km z TYTANEM w 1.03, co mi odpowiadało.

Sprawdziłem standardy i zdałem sobie sprawę, że mogę wydawać się tak twardy, jak chcę, ale w rzeczywistości mój poziom był daleki od wysokiego jak na standardy. Master of Sport pływa dwa razy szybciej. Czy mógłbym się nim stać? Może mi się uda, bo mam pewne naturalne zdolności. Czy chcę zostać Mistrzem Sportu? Nie. Pływanie jest tylko częścią mojego sportowego życia. Wszystko musi być z umiarem.

Byłem bardzo rozczarowany, gdy odwołano pływanie w Marsylii (przypomnę, że stało się to w dniu wyścigu, na 2 godziny przed startem). Kiedy przygotowywałeś się przez 4 miesiące i byłeś gotowy do rywalizacji na sto procent, nie ma się z czego uśmiechać: to wstyd. Co się stanie w przyszłym roku, nigdy nie wiadomo. Ale mój niewykorzystany slot został przeniesiony na rok 2017. Zobaczymy.

Gestalt na 5 km zamknąłem na Istra - na "czapeczce", vel "Gumowym Czepku". W słodkiej wodzie bez kombinezonu w 1.41 i bez większego zmęczenia. Jestem zadowolony.

Mam slot na 5,5 na październikowego Oceanmana w Benidormie, ale na pewno nie pojadę i się nie przygotuję. Jeśli kiedyś zdecyduję się tam popłynąć, zrobię 10k.

Myślę, że lata spędzone na zajęciach jogi pomogły mi w pływaniu. W tym również w zakresie oddychania. Widzę bardzo duży związek między tymi dwoma praktykami. Oba są dla mnie pracą z głową przede wszystkim, pewnego rodzaju równowagą, skoncentrowanym rozluźnieniem, umiejętnością nie wpadania w panikę. Z psychologicznego punktu widzenia są to podobne rzeczy. Patrzenie w wodę, wstrzymywanie oddechu, długie pływanie - to rodzaj medytacji, bardzo przyjemnej zresztą.

Trafiłem do Vladimira przypadkiem. Ale to był stuprocentowy mecz. Tak, on jest poważny, twardy, ostry, nie można mu pobłażać. Ale nigdy nie żałowałam ani jednego dnia, że do niego poszłam. Nie ma nawet mowy o tym, że z jakimkolwiek innym trenerem byłoby mi lepiej czy skuteczniej. Wie, jak poruszyć delikatne struny duszy. Wie, jak pracować nad moją motywacją. To mnie denerwuje, ale lubię to. I działa, a to jest najważniejsze.

Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, czym jest uczucie wody, co to znaczy poddać się tej wodzie i przestać się jej opierać. Szczerze mówiąc nie rozumiałam, co to znaczy, kiedy trenerzy o tym mówili. A teraz, w niektórych momentach, mam to uczucie włączone i rozumiem, o co chodzi w pływaniu. Dopiero zaczynam zbliżać się do tego, co można nazwać pływaniem. Teraz już nie walczę i nie próbuję uczynić wody moim sprzymierzeńcem. To wszystko brzmi oczywiście banalnie. Ale tak jest naprawdę. Mam takie napady podczas treningów, kiedy wydaje mi się, że wzbijam się w powietrze jak ptak. To bardzo interesujące i staram się za każdym razem wymyślić, jak sprawić, by wzbić się w powietrze. Ale to bardzo długa podróż, a teraz czuję, że jestem na samym jej początku.

We wszystkich basenach boli mnie nos. Na razie nie ma na to wytłumaczenia i staram się znaleźć przyczynę. Nie mam już żadnych trudności w pływaniu. Cóż, mój manicure bardzo cierpi, tak.

Nie boję się zimnej wody. W pływaniu na wodach otwartych przeraża mnie start masowy i krytycy. Czuję, że gdybym zobaczył jakiegokolwiek delfina, czułbym się bardzo niekomfortowo. Nie wiem, co oni mają na myśli. Chcę tylko zobaczyć ludzi i boje.

Kiedy rozmawiamy z trenerem o tym, co dalej, on powoli wbija nam do głowy, że nie ma rzeczy niemożliwych. I jest możliwe, na przykład, aby przejść kwalifikacje. To kwestia tego, czy powinienem, czy nie powinienem tego robić. Ale jest to dla nas dobra zachęta, aby nie opuszczać treningów. W tej chwili moim jedynym celem w pływaniu jest opanowanie motylka tak pewnie, jak opanowałem crawl. Mam świetnego trenera, który mówi, że nie jestem beznadziejny. Staram się.

**Całą zeszłą zimę jeździłem na nartach z I Love Skiing. Uwielbiałam jeździć na nartach i powiedziałabym, że byłam całkiem dobra w jeździe na łyżwach. Wziąłem udział w moim pierwszym starcie narciarskim. To była wielka sportowa radość. Z powodu nart bez wątpienia ominął mnie pierwszy miesiąc naszego programu "Płynę w chłodne lato", gdyż priorytetem był dla mnie sezon narciarski.

Narciarstwo jest teraz nadal priorytetem. Bo latem też trzeba trenować, jeśli ma się ambicje na zimę.Mam narty skiturowe, spędzam przynajmniej 2 razy w tygodniu czas z I Love Skiing, opanowując COOH, CODH i inne różne techniki narciarskie. W tym roku ominął mnie start na 50km, mam nadzieję, że w 2017 będzie dobrze.

Z wykształcenia jestem ekonomistą, specjalistą w zakresie zarządzania hotelarstwem i turystyką. Uczyłem się w szkole fizyczno-matematycznej, a dzięki medalowi dostałem się do Pleszki, gdzie od razu znudziły mnie kierunki humanistyczne. Na drugim roku poszedłem do pracy i wtedy nuda zniknęła. Dostałam czerwony dyplom i nie przepracowałam ani jednego dnia w dziedzinie, którą studiowałam. Chociaż z pewnością pomaga mi to w moich podróżach.

W pracy mam dość skomplikowane i wszechstronne zadanie. Ale to jest bardzo interesujące. Podoba mi się jego wielozadaniowość: moja głowa pracuje bardzo dobrze, gdy jest dużo pracy do wykonania. Cały czas podróżuję też po WNP w sprawach służbowych. Zwiedziłem już wszystkie baseny w okolicy: Ałmaty, Tbilisi, Baku - pływałem wszędzie.

**My z mężem dużo razem podróżujemy, co roku jeździmy na piesze wycieczki. To są dla mnie idealne wakacje. **W czasie podróży preferuję coś ekstremalnego. Lubię naturę bardziej niż miasta. Wszystkie kraje są piękne, ale z 53 odwiedzonych szczególnie podobała mi się Antarktyda i Argentyna. Zawsze staramy się wyjeżdżać do odległych, ciekawych krajów. To nieuchronnie doprowadziło mnie do tego, że zacząłem robić zdjęcia i zagłębiać się nieco w temat profesjonalnej fotografii. Uwielbiam ten proces, aparat jest zawsze w pobliżu. Mam też zamiłowanie do gotowania, ale nie staje się ono czymś poważnym. Po prostu gotuję trochę bardziej skomplikowanie niż przeciętna osoba. Z każdego wyjazdu służbowego czy podróży przywożę jedzenie - przyprawy, jagody, lokalne przysmaki.

Nie mogę nazwać siebie fotografem ani kucharzem. Mam wysokie wymagania co do takich słów, a dodatkowo wśród moich znajomych mam prawdziwych zawodowych fotografów i kucharzy. Oni mnie inspirują. Tak samo jest ze sportem - nie jestem jeszcze narciarzem ani pływakiem, a jedynie osobą zainspirowaną i ciekawą sportu.

Moim ulubionym miastem jest Moskwa. Mimo wszystko czuję się tu dobrze i zawsze wracam do domu z lekkim sercem.