Relacja z wyjazdu na maraton narciarski Yugra

UgraSki jest młodym startupem. W 2019 r. odbędzie się ona po raz siódmy.
Pod koniec ubiegłego roku, na spotkaniu z Vsevolodem Solovyovem, komentatorem Eurosportu, a obecnie ekspertem Fischer Russia, padło pytanie o 3 najlepsze maratony narciarskie w Rosji. Jako jeden z nich wymienił Chanty-Mansyjsk. Ale moje myśli ukształtowały się dopiero w styczniu, gdy zostaliśmy zaproszeni na start przez moich znajomych z tego miasta. Od razu stwierdziłem, że to świetny pomysł, aby zakończyć sezon narciarski w miejscu, w którym nigdy nie byłem. Zorganizowałem więc wycieczkę klubową na Maraton Ugra. Wraz z 12 osobami z teamu I Love Skiing wyruszyliśmy na podbój kolejnego startu Russialoppet 5 kwietnia.

Logistyka
Jedyną odpowiednią opcją logistyczną z Moskwy był samolot. Trzy godziny i jesteś w stolicy Khanty-Mansi Autonomous Okrug. Po przyjeździe czekał na nas van, który zabrał nas do naszego hotelu. Zatrzymaliśmy się w hotelu "Na siedmiu wzgórzach", który jest oddalony o 100 metrów od ośrodka narciarskiego, gdzie 3 lata temu swoje walki toczyli najlepsi biathloniści świata. Tutaj odbywały się wszystkie sesje treningowe w trakcie trasy. Fajnie było jeździć w tych samych miejscach, w których walczyli Bjørndalen, Martin Fourcade i bracia Bø. A propos, nasza trenerka Olga Podchufarova również startowała tutaj w Pucharze Świata! Trasy są bardzo szerokie i mają zróżnicowany teren. To prawdziwa przyjemność być tutaj.

O wyścigu

W dniu startu po śniadaniu udaliśmy się do centrum zawodów, które znajduje się na terenie innego hotelu Ugorskaja Dolina. To było tylko 15 minut drogi od nas, a mieszkała tam główna część narciarzy.

Przed wejściem na miejsce startu, które znajdowało się na boisku, odebraliśmy narty od serwisanta drużyny. Trzeba od razu powiedzieć, że narty wszystkich narciarzy działały bez zarzutu.

Przed startem nie było żadnego zamieszania. Rozgrzaliśmy się bez problemu i ustawiliśmy się w grupy startowe. Byłem w drugim gronie i mogłem wcześniej postawić narty na pierwszej linii, a na minutę przed startem połączyliśmy się i na starcie znalazłem się 15 metrów od liderów.

Tor jest bardzo szybki, cały jest płaski. Mówią, że mieliśmy dużo szczęścia, bo nie było bezpośredniego światła słonecznego, które zaczęłoby zatapiać tor. Tak jak było, było ciasno na obu okrążeniach i dawało świetny poślizg. Wiatr, szczególnie na drugim okrążeniu, nie pozwalał nam w ogóle odpocząć, więc starałem się siedzieć w peletonie i nie dać się wyprzedzić. Od samego początku liczby na zegarze zadziwiły mnie: średnia prędkość na koniec wynosiła 23 km/h, 50 km w 2 godziny i 10 minut. Przez pierwsze 5-6 km świetnie było być na wyciągnięcie ręki od liderów wyścigu. Ale gęstość była oczywiście bardzo duża i trzeba było bacznie obserwować sprzęt. Na torze widziałem wiele kawałków patyków.

Na 25-kilometrowym okrążeniu były tylko 2 lub 3 punkty żywieniowe. Rozczarowała mnie zimna woda, ale ucieszył mnie ciepły rosół z kurczaka. Takich rzeczy podczas wyścigu jeszcze nie próbowałem. Ale wypiłem filiżankę. Podczas wyścigu wypiłem jeszcze 4 żele SIS, jeden z nich z kofeiną.

Po mecie medal, kasza gryczana i kiełbasa oraz pyszna słodka herbata. Poczekaliśmy na wszystkich członków zespołu i udaliśmy się do Stoczni Kąpielowej, aby zregenerować siły. 3 sauny i basen na zewnątrz z gorącą wodą, po prostu brzęczenie po wyścigu. Wieczór spędziliśmy w lokalnej restauracji Misne, która serwuje dziczyznę, mięso z dzika i niedźwiedzia.

Kolejne 2 dni wycieczki to spokojne poranne zjazdy na nartach, z których jeden uprawialiśmy razem z Antonem Gafarovem, uczestnikiem Olimpiady. Przeprowadził on dla naszego zespołu kurs mistrzowski. Wybraliśmy się również na zwiedzanie całego miasta oraz odwiedziliśmy muzeum sportowe i etnograficzne.
Ten format wyjazdu łączył w sobie wszystko: sport, podróże i fajną ekipę.

Było fajnie, dziękuję Chanty-Mansyjsku!