4 Sposoby na to, jak zajęcia spinningu online pomogły mi na rowerze

"Widzę cię, kochanie, pozostań na szczycie!" krzyczy Robin Arzon, gdy podkręcam opór i zaczynam pedałować szybciej. Brałem jej 45-minutowe zajęcia online z jazdy na rowerze za pomocą aplikacji Peloton na rowerze w sali treningowej mojej siłowni, kiedy nie ma zajęć, i pomimo 45 pustych rowerów wokół mnie, czuję się jakbym wisiał w paczce z Lancem Armstrongiem na jednym z jego przejazdów treningowych Tour de France.

Jestem skupiona. Jestem zdeterminowany. I jestem zmotywowany, by pokazać Robin, że mogę mocno naciskać, kiedy ona tak mówi - pomimo faktu, że Robin nie ma pojęcia, kim jestem, jak wyglądam, ani że w ogóle jestem na zajęciach spin, które prowadziła dwie soboty temu.

A jednak dzieje się coś niesamowitego: Staję się silniejszy, a to sprawia, że jestem jeszcze bardziej podekscytowany, aby wsiąść na rower szosowy, aby zobaczyć, jak owoce mojej pracy w klasie indoor cycling będą procentować na zewnątrz.

Pospiesz się kilka miesięcy do przodu, i mam swoją odpowiedź. Oto jak zajęcia online spinningu poza sezonem pomogły mi na moim rowerze szosowym tej wiosny i lata:

1

BYŁEM SPRAWNIEJSZY NIŻ ZWYKLE POZA SEZONEM

Mieszkam w Boulder w Kolorado, krainie zbyt wielu sportów zimowych, by je zliczyć. Choć można mnie spotkać na nartach biegowych lub w rakietach śnieżnych, gdy jest zbyt zimno lub śnieżnie, by wsiąść na rower, nigdy nie jeździłem na rowerze szosowym na trenażerze ani nie brałem udziału w zajęciach z jazdy na rowerze - a moja kondycja na rowerze na tym ucierpiała. Oczywiście, mój układ krążenia nigdy nie podupadł zbytnio dzięki godzinom spędzonym na nartach biegowych i zamiłowaniu do przedzierania się przez połacie śniegu. Ale jak powie Ci każdy rowerzysta szosowy, zbyt wiele czasu spędzonego poza siodełkiem nie wpływa korzystnie na powrót na kilka pierwszych wiosennych przejażdżek.

Jednak po przemyceniu się na co najmniej kilka zajęć z kolarstwa szosowego w każdym tygodniu przez całą zimę, nie mogłem uwierzyć, jak łatwo poczułem się podczas mojej pierwszej jazdy na świeżym powietrzu. Byłem w stanie utrzymać solidne tempo na płaskich odcinkach i nie chrząknąłem ani razu na wzgórzach. W rzeczywistości czułem się tak silny, że zacząłem jeździć więcej niż zwykle - a nawet pytałem znajomych rowerzystów, którzy są silniejsi i szybsi ode mnie, czy mógłbym spróbować wsiąść na ich następną przejażdżkę.

2

STAŁEM SIĘ BESTIĄ NA WZNIESIENIACH

Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej przejażdżki rowerowej w Kolorado po przeprowadzce z Nowego Jorku. Przyjaciel zabrał mnie na dość strome wzgórze, a moja zadyszka, osłabienie i potrzeba odpięcia butów i wejścia na rowerze na szczyt sprawiły, że czułem się, jakbym miał atak serca w wieku 28 lat. Pomimo 11 lat przystosowywania się do wysokości, nadal uważam wspinaczkę na wysokości ponad 5400 stóp nad poziomem morza za wyzwanie - dlatego właśnie mam tendencję do unikania przejażdżek z dużymi wzniesieniami aż do późnego lata lub wczesnej jesieni, kiedy czuję, że mój poziom sprawności rowerowej jest wystarczająco wysoki, by nie mieć kolejnego zakłopotania związanego z chodzeniem na szczyt.

Choć po kilku miesiącach zajęć online, które prawie zawsze zawierają jakieś "wzniesienia" wywołane oporem, nie mogę uwierzyć, jak silnie czuję się na podjazdach na świeżym powietrzu. Moje mięśnie czworogłowe i pośladkowe wiedzą dokładnie, jak wkroczyć do akcji, by pomóc mi w pokonywaniu wzniesień, a nawet zauważam, że zastąpiłam moją zwykłą mantrę ("prawo, lewo, prawo, lewo", gdy skupiam się na jednym uderzeniu pedałów, a potem na drugim) czymś bardziej wzmacniającym ("Dasz radę!"). Teraz, to samo wzgórze, które groziło mi upadkiem w wieku 28 lat, wydaje się jak bułka z masłem w wieku prawie 40 lat.

3

KIEROWAŁEM DO SIEBIE SŁOWA OTUCHY W CHWILACH POTRZEBY

Choć mój nawyk indoor cycling w dużej mierze oznacza, że czuję się silny na rowerze szosowym, są dni, kiedy czuję się mniej niż świetnie. Podczas takich przejażdżek odkrywam, że dzieje się coś magicznego: Znikąd, głos Robina pojawi się gdzieś w głębokich zakamarkach mojego umysłu, mówiąc coś w stylu: "Masz to, hustler!" lub "Widzę cię, kochanie, pozostań na szczycie!". Kiedy to się dzieje, wracam pamięcią do mojego czasu pocenia się na rowerze obrotowym - i stwierdzam, że mam trochę więcej w moim zbiorniku, niż wcześniej myślałem.

4

PONOWNIE ZAKOCHAŁAM SIĘ W MOIM ROWERZE SZOSOWYM

Myślę, że jednym z powodów, dla których trzymałem się mojego reżimu klasy online spin podczas offseason (i nadal sneak klasę tu i tam teraz, że jestem jazdy bardziej regularnie na zewnątrz) jest to, że uważam je za naprawdę zabawne. Muzyka, w połączeniu z niesamowitymi trenerami sprawia, że czas leci, a wydajne sesje potu pozostawiają mi poczucie spełnienia.

Jednak bez względu na to, jak bardzo jestem zaangażowany w te kryte przejażdżki lub jak wiele kalorii dmucham, to fakt pozostaje: Tak naprawdę nigdzie nie jadę. Co więcej, mój pogląd na trenerów Peloton (choć piękne i inspirująco buff) jest dość jednozdaniowe. Dlatego też, na mojej pierwszej przejażdżce drogowej w tym roku, miałem większe uznanie niż kiedykolwiek wcześniej 27 mil ziemi, które pokonałem i niesamowity krajobraz Kolorado, na który patrzyłem, gdy to robiłem.

0 Udziały